Obudziłam się na czymś miękkim. Otworzyłam oczy i zobaczyłam że leżę na czyimś łóżku. A może mi się to wszystko tylko przyśniło? Może dalej jestem w Stanach? Ta myśl nie trwała jednak długo. Tuż obok mnie zobaczyłam loczka. Boże...Nie..Błagam...Ja z nim chyba nie spałam?! Loczek otwiera oczy i widzę te same zielone tęczówki co wczoraj. To on mnie "napadł". Wstał i podszedł do mnie. W mojej głowie włączyła się panika, a w oczach pojawił strach.
-Błagam Cię, zostaw mnie, nie rób mi nic! - wykrzyczałam na głos, zaczynając płakać. Schowałam się w kącie pokoju.
-Spokojnie, nie zrobię Ci nic - powoli do mnie podszedł- Gorzej by było gdybyś trafiła na Louisa.
-Właściwie co ja tutaj robię?! - mój głos nadal nie jest opanowany.
-Chyba za bardzo Cię wczoraj przestraszyłem. Zemdlałaś. Miałem Cię zostawić na ulicy? Nie jestem takim typem. Nie jesteś miejscowa, prawda?
-Nie. Wczoraj przyleciałam z LA. Zaczynam tu nowe życie. Bez lęku...Bez obawy że zobaczę Lucasa...Właściwie, po co ja Ci to mówię?! Przecież ja Cię nie znam!-wstaję z podłogi i udaję się w kierunku mojej walizki. Lecz loczek mnie zatrzymuje.
-Kompletnie zapomniałem. Jestem Harry - podał mi rękę
-Lily.
-Czy Twoje życie będzie bez lęku? Nad tym bym się zastanowił. Teraz jesteś moja. W naszym gangu- przepraszam, czy ja dobrze słyszę? Lily, w co ty się wpakowałaś...- jest reguła, że możemy mieć obojętnie którą, która nam się spodoba. I trafiło właśnie na Ciebie. Jeżeli mi się spodobasz, będzie ok, lecz gdy nie, Louis zdecyduje co się z Tobą stanie. A uwierz mi, tego byś nie chciała- przełykam głośno ślinę- Ale dalej ciekawi mnie to, co taka ślicznotka jak Ty robi w Londynie? - siadam na łóżku i przeplatam moje palce. Powiedzieć mu czy nie?
-Obiecuję Lily. Nie powiem nikomu - wzdycham głośno. No w końcu nie mam nic do stracenia....
-Wszystko zaczęło się od moich narodzin. Moja matka była młoda. Miała około 16 lat. Zostawiła mnie w szpitalu. Trafiłam do rodziny zastępczej. Miałam u nich wszystko to, co chciałam. Ale znienawidziłam ich. Powiedzieli mi to miesiąc temu. Powiedzieli mi też że mam brata. Jest starszy ode mnie o rok. Dwa tygodnie temu się z nim pierwszy raz spotkałam. Powiedział mi że jeśli chcę uciec, niech uciekam na Londyn. Sam tu mieszka. Więc też tak zrobiłam. Bez pożegnania po prostu uciekłam. To jest jeden powód...A drugim jest to...że...że..-zaczynam płakać
-Ciii...domyślam się. Dlatego się mnie tak bałaś?
-Tak- z oczu zaczyna mi lecieć wodospad łez- Innymi słowy znienawidziłam tamto życie. Chcę zacząć wszystko na nowo. Harry, właściwie która jest godzina?
-11.40- popatrzył na swój zegarek.
-Dziękuję że mnie wczoraj nie zostawiłeś, dziękuję za nocleg..Ale ja juz powinnam iść..
-Nie Lily! Nie puszczę Cię nigdzie! Teraz będziesz słuchać mnie, rozumiesz?!- z niechęcią pokiwałam głową. Czyżby czekało mnie tutaj jeszcze większe piekło niż w Los Angeles?- Nie pozwolę byś zrujnowała sobie życie przez jakiegoś idiotę. Od dzisiaj jesteś moja. Nie pozwolę nikomu Cię skrzywdzić. Posłuchaj mnie teraz uważnie. O 12.30 przyjdą chłopaki. Ja tam zejdę, a Ty tu zostaniesz. Wypakujesz się i tak dalej. A spróbuj zrobić mi jakiegoś figla i uciec. Pożałujesz tego jeśli to zrobisz. Zostawiam Cię tu teraz, a ja idę wszystko przyszykować - wyszedł.
Ubrałam się ładnie, tak jak mi kazał. Zaczęłam wykładać do szafy ubrania, bo raczej długo stąd nie wyjdę...Usłyszałam dzwonek do drzwi. To pewnie reszta tego pieprzniętego "gangu".
Siedziałam na łóżku i zaczęłam nad tym wszystkim myśleć. Moje milczenie przerwa dźwięk na schodach.
-Czemu on ma te drzwi uchylone...Kim Ty jesteś dziewczyno?! - chłopak z niebieskimi oczami i brązowymi włosami. Siedziałam cicho, a on się do mnie zbliżył - Harry do jasnej cholery kto to jest?!- krzyknął a ja podskoczyłam ze strachu - Nie odpuszczę Ci. Idziesz ze mną! - wytargał mnie z łóżka i skrzyżował mi na plecach ręce. Nie mogę się uratować...Nie mogę się wymknąć..A najgorsze jest to że prowdząc mnie ze schodów, przykłada mi do tyłu mojej szyi broń...
Całość zajebiście się rozkręca ^^ Czemu *być może* Louis od razu ma taki ból dupy?! Nie mógł normalnie zapytać tylko od razu drze ten ryj?! Ughh! Mam nadzieje że Hazz mu to wyjaśni .3. Śmiałabym się jakby Lou potknął się na tych schodach i się Wyjebał a ją wypuścił a ta by Hazzie wpadła w ramiona XD Hahahah już to widzę XD Lou z ryjem "w podłodze" XD No nic XD Życzę weny xDDD
OdpowiedzUsuń//Nikita ♥
Dziękuję słońce <3
OdpowiedzUsuńWspominałam już że uwielbiam czytać Twoje komy? Hah zawsze się śmieję gdy je czytam xx
Ło mega blog , mega rozdziały pisz dalej z chęcią będę czytała . Kiedy następny rozdział?
OdpowiedzUsuńMyślę że w sobotę lub niedzielę :)
OdpowiedzUsuń