sobota, 31 stycznia 2015

Chapter 3

Idę, będąc popychana przez chłopaka. Boję się go, a najbardziej tego że strzeli. A może ja się boję tylko jego broni? 
-Co drzesz ryj Louis?! - usłyszałam głos loczka. A więc to jest ten cały Louis?! To on będzie decydował o moim losie, tak?!
-O nią  Harry...- rzucił mną na podłogę. Wylądowałam na białych kafelkach przy kominku. 
-Cholera. Louis, to nie tak...-odezwał się Harry
-Jak nie tak?! Harry do cholery masz obcą dziewczynę w domu! Jak masz na imię?- zwrócił się do mnie
-Lilyanne Woodley
-Skoro Styles Cię nie wyratuje, to musisz zrobić to sama - Czy ja dobrze słyszę?! Ten Styles?! Ten gang?! Ten kuźwa najniebezpieczniejszy gang w Londynie?! - Daję Ci wybór. Albo zostajesz z Nami, albo koniec. Robisz to co my Ci każemy, albo możesz się pożegnać z życiem. Odpowiadaj do cholery!
-Louis nie drzyj na nią swojego szanownego ryja!- krzyknął wreszcie loczek - NIE DOŁĄCZY do nas! Kazałbyś to kiedykolwiek zrobić Eleanor?!
Lily ♥
-Nikt Cię o zdanie nie pytał Styles! Woodley odpowiadaj! 
-Dajcie mi się zastanowić! Proszę! - krzyczę. 
-Daję Ci czas do jutra. Przyjdę tu i dasz mi odpowiedź. Zrozumiane?! - szarpie najpierw opadające na mą twarz włosy,  chwyta mój podbródek, tak że teraz patrzę mu prosto w oczy - A spróbuj kombinować, to bez zastanowienia wpakuję kulkę w Twoją śliczną skroń- szepnął cicho i mnie puścił. Spojrzałam mymi zapłakanymi oczami na Harry'ego.  Na jego twarzy widniało jedno wielkie "przepraszam, że Cię w to wpakowałem". Oczami wskazywał na miejsce obok niego. Chce bym usiadła. Lekko wstaję i siadam obok zielonookiego. 
-Lilyanne - kontynuował dalej Louis - czy Ty jesteś kimś z rodziny Matthewa Woodleya?
-Tak. To mój brat - czuję, że odzyskuję trochę pewności siebie. Moje oczy dalej wpatrują się w podłogę. Nagle zostałam szturchnięta przez Harry'ego i zobaczyłam prócz niego i Louisa jeszcze trzech innych chłopaków. 
-Czuję że możesz nam być potrzebna, Woodley. Harry, jutro o 12.00 macie być w domu. Oboje. - wyszli. Całe szczęście. Wybucham płaczem. 
-Harry...ja..ja nie wiedziałam...
-Czego Lily?
-Że Ty to ten cały Styles...Jesteście sławni nawet w Stanach...Słyszałam o tym Waszym gangu... Harry ja się boję! - biegnę na górę. Dogoni mnie. Mam tego świadomość. Ale zawsze warto spróbować...Nagle poczułam na moich biodrach dotyk. 

-Gdzie uciekasz skarbie? - skarbie? Ło, Harry nie tak za wcześnie?
-Zostaw mnie!- wyrywam się i uciekam do sypialni. 
-Mam taką ochotę Cię przelecieć...Co Ty na to? - oblizał swoje wargi zbliżając się do mnie.
-Harry nie! Błagam Cię! - usiadł obok mnie.
-Powiedz mi tak szczerze. Dręczy Cię coś?
-Mam prośbę. 
-Słucham.
-Mogłabym się spotkać z przyjaciółką? Obiecałam jej...
-Wrócisz?
-Wrócę.
-Na pewno?
-Na pewno.
-Obiecujesz?
-Obiecuję - pokiwał głową.
-Ale pierwszy i ostatni raz. Później nigdy Cię nie będę puszczał samej - uśmiecham się i ubieram w  mój płaszczyk. 
-Harry, gdzie tutaj jest Lloyd Street?
-Idź przez Green Park, a później najlepiej wsiądź do metra  - uśmiecha się, a ja wychodzę z domu. Mój Boże, jaką on ma ogromną willę! 
W głowie zaświtało mi teraz jedno. Jestem wolna. Wpadł mi jeden pomysł, by nie cierpieć. Mimo to że obiecałam. Ucieczka...

czwartek, 29 stycznia 2015

Chapter 2

Obudziłam się na czymś miękkim. Otworzyłam oczy i zobaczyłam że leżę na czyimś łóżku. A może mi się to wszystko tylko przyśniło? Może dalej jestem w Stanach? Ta myśl nie trwała jednak długo. Tuż obok mnie zobaczyłam loczka. Boże...Nie..Błagam...Ja z nim chyba nie spałam?! Loczek otwiera oczy i widzę te same zielone tęczówki co wczoraj. To on mnie "napadł". Wstał i podszedł do mnie. W mojej głowie włączyła się panika, a w oczach pojawił strach.
-Błagam Cię, zostaw mnie, nie rób mi nic! - wykrzyczałam na głos, zaczynając płakać. Schowałam się w kącie pokoju.
-Spokojnie, nie zrobię Ci nic - powoli do mnie podszedł- Gorzej by było gdybyś trafiła na  Louisa.
-Właściwie co ja tutaj robię?! - mój głos nadal nie jest opanowany.
-Chyba za bardzo Cię wczoraj przestraszyłem. Zemdlałaś. Miałem Cię zostawić na ulicy? Nie jestem takim typem. Nie jesteś miejscowa, prawda?
-Nie. Wczoraj przyleciałam z LA. Zaczynam tu nowe życie. Bez lęku...Bez obawy że zobaczę Lucasa...Właściwie,  po co ja Ci to mówię?! Przecież ja Cię nie znam!-wstaję z podłogi i udaję się w kierunku mojej walizki. Lecz loczek mnie zatrzymuje.
-Kompletnie zapomniałem. Jestem Harry - podał mi rękę
-Lily.
-Czy Twoje życie będzie bez lęku? Nad tym bym się zastanowił. Teraz jesteś moja. W naszym gangu- przepraszam, czy ja dobrze słyszę? Lily, w co ty się wpakowałaś...- jest reguła, że możemy mieć obojętnie którą, która nam się spodoba. I trafiło właśnie na Ciebie. Jeżeli mi się spodobasz, będzie ok, lecz gdy nie, Louis zdecyduje co się z Tobą stanie. A uwierz mi, tego byś nie chciała- przełykam głośno ślinę- Ale dalej ciekawi mnie to, co taka ślicznotka jak Ty robi w Londynie? - siadam na łóżku i przeplatam moje palce. Powiedzieć mu czy nie?
-Obiecuję Lily. Nie powiem nikomu - wzdycham głośno. No w końcu nie mam nic do stracenia....
-Wszystko zaczęło się od moich narodzin. Moja matka była młoda. Miała około 16 lat. Zostawiła mnie w szpitalu. Trafiłam do rodziny zastępczej. Miałam u nich wszystko to, co chciałam. Ale znienawidziłam ich. Powiedzieli mi to miesiąc temu. Powiedzieli mi też że mam brata. Jest starszy ode mnie o rok. Dwa tygodnie temu się z nim pierwszy raz spotkałam. Powiedział mi że jeśli chcę uciec, niech uciekam na Londyn. Sam tu mieszka. Więc też tak zrobiłam. Bez pożegnania po prostu uciekłam. To jest jeden powód...A drugim jest to...że...że..-zaczynam płakać
-Ciii...domyślam się. Dlatego się mnie tak bałaś?
-Tak- z oczu zaczyna mi lecieć wodospad łez- Innymi słowy znienawidziłam tamto życie. Chcę zacząć wszystko na nowo. Harry, właściwie która jest godzina?
-11.40- popatrzył na swój zegarek.
-Dziękuję że mnie wczoraj nie zostawiłeś, dziękuję za nocleg..Ale ja juz powinnam iść..
-Nie Lily! Nie puszczę Cię nigdzie! Teraz będziesz słuchać mnie, rozumiesz?!- z niechęcią pokiwałam głową. Czyżby czekało mnie tutaj jeszcze większe piekło niż w Los Angeles?-  Nie pozwolę byś zrujnowała sobie życie przez jakiegoś idiotę. Od dzisiaj jesteś moja. Nie pozwolę nikomu Cię skrzywdzić. Posłuchaj mnie teraz uważnie. O 12.30 przyjdą chłopaki. Ja tam zejdę, a Ty tu zostaniesz. Wypakujesz się i tak dalej. A spróbuj zrobić mi jakiegoś figla i uciec. Pożałujesz tego jeśli to zrobisz. Zostawiam Cię tu teraz, a ja idę wszystko przyszykować - wyszedł.
Ubrałam się ładnie, tak jak mi kazał. Zaczęłam wykładać do szafy ubrania, bo raczej długo stąd nie wyjdę...Usłyszałam dzwonek do drzwi. To pewnie reszta tego pieprzniętego "gangu".
Siedziałam na łóżku i zaczęłam nad tym wszystkim myśleć. Moje milczenie przerwa dźwięk na schodach.
-Czemu on ma te drzwi uchylone...Kim Ty jesteś dziewczyno?! - chłopak z niebieskimi oczami  i brązowymi włosami. Siedziałam cicho, a on się do mnie zbliżył - Harry do jasnej cholery kto to jest?!- krzyknął a ja podskoczyłam ze strachu - Nie odpuszczę Ci. Idziesz ze mną! - wytargał mnie z łóżka i skrzyżował mi na plecach ręce. Nie mogę się uratować...Nie mogę się wymknąć..A najgorsze jest to że prowdząc mnie ze schodów, przykłada mi do tyłu mojej szyi broń...

środa, 28 stycznia 2015

Chapter 1

"Proszę o udanie się do odprawy. Za godzinę wystartuje samolot linii numer 2: Los Angeles - Londyn". Uciekam od rzeczywistości. Otwieram nowy rozdział w moim życiu. To właśnie teraz zaczynam żyć na nowo. Bez stresu i lęku zaczynam żyć w Londynie. Czuję, że to będzie moje miejsce. A tak ogółem jestem Lilyanne Woodley, ale nienawidzę gdy ktoś się do mnie tak zwraca. Jestem po prostu Lily. Siedzę na jednej z moich trzech walizek przy ścianie lotniska. Jest ze mną Ella - moja najlepsza przyjaciółka. Nie spotkało jej w życiu nic złego. Ucieka od ojca. Dlatego leci razem ze mną.
-Lil, chodź! Możemy już wejść do samolotu- moje skupienie przerwała El. Pokiwałam głową i wstałam. To moje ostatnie chwile w Stanach. W moich oczach zagościły łzy. Nie płacz Lily - to nie było Twoje miejsce. Zaczynasz teraz nowe życie... 
***
Wylądowaliśmy przed chwilą. Niestety Ella nie będzie mieszkać ze mną. Załatwiła sobie mieszkanie u siostry jej mamy. El bardzo przeżyła jej śmierć. Do dzisiaj nosi czarne ubranie, by pamiętać o mamie. Chociaż było to 4 lata temu. 
Nie chcę jej sprawiać problemów, dlatego postanowiłam że poradzę sobie sama. Przecież nie przez takie sytuacje przechodziłam. Kręciłam się po Londynie, oglądając całe miasto. Chcę od września zacząć naukę na uniwersytecie, więc muszę przez te pół roku coś robić.  Może jutro poszukam jakiejś pracy... Robiło się ciemno, nadchodził wieczór. Myślę gdzie zostanę przez noc. Nie dość, zaczął padać śnieg. Pocierałam rękami i dmuchałam sobie w dłonie. W USA miałam wszystko. Mieszkanie, szkołę...Ale się uparłam. A z moją upartością nie wygra nic. 
Zawszę mogę zejść i przespać się na stacji metra. Siedzę dalej i oglądam chodzący tłum. 
Mój wzrok przykuł obiekt dwóch chłopaków w czarnych płaszczach. Może byli w moim wieku? Może starsi? Nie będę się okłamywać, wyglądają podejrzanie. Robi mi się coraz zimniej. No tak, w końcu luty nie jest ciepłym miesiącem. Zrobiło się już całkiem ciemno. Wstałam wreszcie i udałam się do stacji metra. Czuję na mnie czyjś wzrok. Przyspieszyłam tępa i zaczęłam biec. Nagle poczułam na mych biodrach czyjeś ręce. 
-Gdzie się tak śpieszysz? Nowa tu jesteś, prawda? Co taka myszka jak Ty robi o tej porze w centrum Londynu?- boję się. Cholernie się boję. Nie chcę znowu przejść przez to samo piekło. Nie chcę by powtórzył się  scenariusz sprzed trzech lat. Nie chcę by ktoś mnie znowu zgwałcił...
-Jak masz na imię?
-L-Lily...- głos zaczyna mi drżeć. 
-Śliczne imię dla takiej myszki jak Ty- ścisnął mój brzuch. Boli...-Nie masz co się bać, jeśli będziesz posłuszna.W innym wypadku...Nie chcę by Ci się coś stało ślicznotko, więc nie ma innego wypadku- robi mi się słabo i upadam na ziemię. Zemdlałam. Ostatnie co zobaczyłam w świetle lampy stojącej na ulicy, to piękne zielone oczy...
___________________
Czytasz=Komentujesz
Myślę że pozostawicie swoją opinię
w formie komentarza :) Dla was to
tylko chwila, a dla mnie to inspiracja do
dalszego pisania :)
 

wtorek, 27 stycznia 2015

Prolog

Nienawidzę Cię...Boję się Ciebie...Nie chcesz  mnie zostawić. Nie wytrzymam tego dłużej. Uciekłam - znalazłeś mnie. Gardziłeś mną, pomiatałeś jak kimś, kto nigdy się dla Ciebie nie liczył. A ja się liczyłam w Twoi życiu. Do pewnej chwili. Do chwili w której mnie uderzyłeś i zrobiłeś coś jeszcze gorszego. Skrzywdziłeś mnie. Obiecałam sobie że wyrzucę wspomnienie tamtej nocy z mej pamięci. Ale nie da się.  Mimo to mówisz że mnie nadal "kochasz". Wiesz gdzie możesz iść z taką miłością? Sam najlepiej wiesz. Nie umiesz pojąć że znalazłam osobę którą kocham. Tak naprawdę, to on mnie znalazł. Wziął do siebie. Jest mi z Nim dobrze, wiesz? Chociaż ryzykuję życie będąc z Nim, ale go  kocham. I nigdy nie przestanę...Dlaczego mi to robisz? Chcę ułożyć sobie życie z kimś innym. Nie z Tobą. Nie czuję już nic do Ciebie. Nie kocham Cię...

Czytasz=Skomentuj
To dla mnie bardzo ważne :*

Bohaterowie

  
Lilyanne Woodley
 (31.12.1994 w Los Angeles, USA)
"Uciekam by zacząć nowe życie. Zapomnij o mnie, bo nigdy mnie już nie znajdziesz"
  
Ella  Stephenson
(02.08.1994 w Los Angeles, USA)
"Nie poddasz się. Nie teraz gdy zaczęłyśmy wszystko na nowo. Nie skrzywdzi Cię już więcej. Obiecuję"


 Harry Styles
(01.02.1994, Holmes Chapel, UK)
"Nie pozwolę byś zrujnowała sobie życie przez jakiegoś idiotę. Od dzisiaj jesteś moja. Nie pozwolę nikomu Cię skrzywdzić"


 
Niall Horan
(13.09.1993, Mullingar, Irlandia)
"Jesteś szczęściarą że trafiłaś na Niego. Jest najporządniejszym chłopakiem jakiego znam.."

 
 Louis Tomlinson
(24.12.1991, Doncaster,UK)
"Daję Ci wybór. Albo zostajesz z Nami, albo koniec"


 
Zayn Malik
(12.01.1993, Bradford, UK)
"Nie umiem uwierzyć, że zrobił to Tobie. Może nie jestem ideałem tak jak Harry, ale mam nadzieję, że zostaniesz"

 
 Liam Payne
(29.08.1993,Wolverhampton,UK)
"Jesteś z Nim bezpieczna, o nic się nie bój"