-Co drzesz ryj Louis?! - usłyszałam głos loczka. A więc to jest ten cały Louis?! To on będzie decydował o moim losie, tak?!
-O nią Harry...- rzucił mną na podłogę. Wylądowałam na białych kafelkach przy kominku.
-Cholera. Louis, to nie tak...-odezwał się Harry
-Jak nie tak?! Harry do cholery masz obcą dziewczynę w domu! Jak masz na imię?- zwrócił się do mnie
-Lilyanne Woodley
-Skoro Styles Cię nie wyratuje, to musisz zrobić to sama - Czy ja dobrze słyszę?! Ten Styles?! Ten gang?! Ten kuźwa najniebezpieczniejszy gang w Londynie?! - Daję Ci wybór. Albo zostajesz z Nami, albo koniec. Robisz to co my Ci każemy, albo możesz się pożegnać z życiem. Odpowiadaj do cholery!
-Louis nie drzyj na nią swojego szanownego ryja!- krzyknął wreszcie loczek - NIE DOŁĄCZY do nas! Kazałbyś to kiedykolwiek zrobić Eleanor?!
![]() |
| Lily ♥ |
-Dajcie mi się zastanowić! Proszę! - krzyczę.
-Daję Ci czas do jutra. Przyjdę tu i dasz mi odpowiedź. Zrozumiane?! - szarpie najpierw opadające na mą twarz włosy, chwyta mój podbródek, tak że teraz patrzę mu prosto w oczy - A spróbuj kombinować, to bez zastanowienia wpakuję kulkę w Twoją śliczną skroń- szepnął cicho i mnie puścił. Spojrzałam mymi zapłakanymi oczami na Harry'ego. Na jego twarzy widniało jedno wielkie "przepraszam, że Cię w to wpakowałem". Oczami wskazywał na miejsce obok niego. Chce bym usiadła. Lekko wstaję i siadam obok zielonookiego.
-Lilyanne - kontynuował dalej Louis - czy Ty jesteś kimś z rodziny Matthewa Woodleya?
-Tak. To mój brat - czuję, że odzyskuję trochę pewności siebie. Moje oczy dalej wpatrują się w podłogę. Nagle zostałam szturchnięta przez Harry'ego i zobaczyłam prócz niego i Louisa jeszcze trzech innych chłopaków.
-Czuję że możesz nam być potrzebna, Woodley. Harry, jutro o 12.00 macie być w domu. Oboje. - wyszli. Całe szczęście. Wybucham płaczem.
-Harry...ja..ja nie wiedziałam...
-Czego Lily?
-Że Ty to ten cały Styles...Jesteście sławni nawet w Stanach...Słyszałam o tym Waszym gangu... Harry ja się boję! - biegnę na górę. Dogoni mnie. Mam tego świadomość. Ale zawsze warto spróbować...Nagle poczułam na moich biodrach dotyk.
-Gdzie uciekasz skarbie? - skarbie? Ło, Harry nie tak za wcześnie?
-Zostaw mnie!- wyrywam się i uciekam do sypialni.
-Mam taką ochotę Cię przelecieć...Co Ty na to? - oblizał swoje wargi zbliżając się do mnie.
-Harry nie! Błagam Cię! - usiadł obok mnie.
-Powiedz mi tak szczerze. Dręczy Cię coś?
-Mam prośbę.
-Słucham.
-Mogłabym się spotkać z przyjaciółką? Obiecałam jej...
-Wrócisz?
-Wrócę.
-Na pewno?
-Na pewno.
-Obiecujesz?
-Obiecuję - pokiwał głową.
-Ale pierwszy i ostatni raz. Później nigdy Cię nie będę puszczał samej - uśmiecham się i ubieram w mój płaszczyk.
-Harry, gdzie tutaj jest Lloyd Street?
-Idź przez Green Park, a później najlepiej wsiądź do metra - uśmiecha się, a ja wychodzę z domu. Mój Boże, jaką on ma ogromną willę!
W głowie zaświtało mi teraz jedno. Jestem wolna. Wpadł mi jeden pomysł, by nie cierpieć. Mimo to że obiecałam. Ucieczka...


